Drużyna kobiet w półfinale

Polska - Japonia i Niemcy - Kanada - taki jest układ półfinałowych par drużynowych wyścigów kobiet. W piątek Katarzyna Bachleda-Curuś, Katarzyna Woźniak i Luiza Złotkowska (rezerwowa Natalia Czerwonka)  3.02,90 pokonały w ćwierćfinale o 1,96 s Rosję.

Polki pojechały znakomicie. Ich czas był piątym wynikiem ćwierćfinału. Rosjanki prowadziły długo. Pod koniec dystansu jedna z ich zawodniczek zaczęła tracić siły. Polski zespół cały czas jechał równym, mocnym tempem i pewnie wygrał. Masako Hozumi, Nao Kadaira i Maki Tabata (rezerwowa Miho Takagi) uzyskały 3.02,89. Wyeliminowały one Koreę Południową. - Chciałyśmy po prostu dobrze pojechać, taki był nasz cel. Wiedziałyśmy, że jeśli trafimy na Rosjanki to wszystko może się wydarzyć i tak też się stało. Mamy nadzieję, że w półfinale uda nam się uzyskać równie dobry rezultat - powiedziała Katarzyna Bachleda-Curuś.

Luiza Złotkowska mówiła, że rywalizacja jeszcze trwa i nie czas na komentarze. - Bieg był konsekwentny, równy od początku do końca. Cały czas toczyła się twarda walka i wszystko wyszło tak jak powinno. Byłyśmy przygotowane na odniesienie tego zwycięstwa - powiedziała. Rosjanki były zaskoczone takim obrotem sprawy. Po losowaniu cieszyły się, że spotkają się z Polską. Były wręcz pewne zwycięstwa.

- My również cieszyliśmy się z faktu wylosowania zespołu Rosji. Cieszyliśmy się, że trafiliśmy na bardzo silnego przeciwnika, gdyż nasze zawodniczki bardzo lubią z takim ścigać się. Panczenistki Rosji bardzo cenimy, ale nie czuliśmy żadnego respektu przed tym rywalem - powiedział prezes Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego Kazimierz Kowalczyk.  Dodał on, że awans drużyny kobiet do czołowej czwórki biegu drużynowego jest konsekwencją pracy jaką wykonał PZŁS.

- Bardzo pomogła nam wiara Departamentu Sportu Ministerstwa Sportu i Turystyki oraz dyrektor Anny Budzanowskiej - powiedział prezes Kowalczyk. - Po poprzednich konkurencjach mówiliśmy o naszym niedosycie. Ostatnie dni pozwoliły na mocną pracę i odpowiednią koncentrację. Pozwoliły dobrze zgrać się drużynie. Na pewno jazda drużyny w ćwierćfinale była rewelacyjna. Kilka dni temu obchodziliśmy pięćdziesiątą rocznicę zdobycia medali igrzysk olimpijskich przez Elwirę Seroczyńską i Helenę Pilejczyk. W historii naszego związku jest to drugi wynik olimpijski, a konkurencja jeszcze nie skończyła się. Ten występ bardzo cieszy. Niektórzy już przestali wierzyć w ekipę łyżwiarską.

O występie łyżwiarzy szybkich krytycznie wypowiadał się m.in. prezes PKOl Piotr Nurowski. - Prezes Nurowski reaguje spontanicznie. Oczekuje tak jak my sukcesów i wie, że zrobiliśmy wszystko w okresie przygotowawczym, żeby był wynik. Dotychczas wyniku nie było, ale nie mieliśmy też kompromitacji. Miejsca czternaste, piętnaste czy szesnaste z dobrymi czasami to też nie były rezultaty złe. W pokonanym polu zostało sporo mocnych zawodników - powiedział Kazimierz Kowalczyk

Bieg drużynowy kobiet jest rozgrywany na igrzyskach po raz drugi w historii. W składzie zespołu są cztery zawodniczki, ale jedna z nich to rezerwowa. Rywalizacja przypomina torowy wyścig kolarski na dochodzenie. Obie drużyny jadą w przeciwnych kierunkach, a linia mety jest na środku toru. Sędziowie liczą czas ostatniej łyżwiarki na mecie, dlatego tak ważne jest aby wszystkie zawodniczki utrzymywały równe tempo i jechały możliwie blisko siebie. Kobiety mają do pokonania sześć okrążeń toru, a mężczyźni osiem. Kwalifikacją olimpijską był ranking w Pucharze Świata oraz najlepsze czasy w sezonie.