Mamy olimpijski medal

Niemcy z czasem 3.02,82 pokonały Japonię 3.02,84 w finałowym, drużynowym wyścigu kobiet. W walce o trzecie miejsce Polska (Katarzyna Bachleda-Curuś, Katarzyna Woźniak, Luiza Złotkowska) 3.03,73 wygrały z USA 3.05,30. W rozegranych również w sobotę wyścigach półfinałowych nasze zawodniczki 3.02,92 przegrały z Japonkami 3.02,73. Niemcy z3.03,55 zwyciężyły USA 3.03,78. Dzień wcześniej w ćwierćfinale Polska wyeliminowała Rosję.

Po pięćdziesięciu latach znowu mamy olimpijski medal w łyżwiarstwie szybkim. Ponownie na podium stanęły panie. W Vancouver Polska zdobyła jeden złoty, trzy srebrne i dwa brązowe medale. Był to najlepszy występ biało-czerwonych w historii zimowych igrzysk. - Chylimy czoła przed dokonaniami Justyny Kowalczyk i Adama Małysza. Oni są od lat uznaną światową klasą. Medal polskich łyżwiarek jest bardzo radosny, może nawet najradośniejszy w Vancouver. Został zdobyty przez zawodniczki na które wcześniej nikt czy prawie nikt nie stawiał. Jest to wisienka na naszym torcie z tych igrzysk. Bachleda-Curuś, Złotkowska i Woźniak pokazały, że poprzez niespodziewane rozstrzygnięcia sport jest piękny. Warto wierzyć w sukces nawet gdy z góry stoi się na straconej pozycji. Jestem przekonany, że ten medal będzie wielkim impulsem do rozwoju tej dyscypliny w Polsce, która w naszym kraju ma tak wspaniałe tradycje - powiedział sekretarz generalny Polskiego Komitetu Olimpijskiego Adam Krzesiński.

- W piątkowym wyścigu z Rosją skupiałyśmy się na tym, żeby mocno się rozpędzić - mówiła po ceremonii dekoracji trener Ewa Białkowska. - W środkowej fazie chodziło o utrzymanie tempa i finiszować. Założenia taktyczne zostały perfekcyjnie zrealizowane. Nie odpuszczały, nawet jak przewaga rywalek długo utrzymywała się. Jechały równo i konsekwentnie. Zresztą jedna z Rosjanek nie wytrzymała tempa, co nie jest naszym problemem. Świadczy to tylko o tym, że ten zespół nie był najlepiej przygotowany.

Po wygranej z Rosją zdobycie medalu stało się bardzo realne. - Z Japonią zespół miał jechać najszybciej jak tylko mógł. Trzeba było mocno rozpędzić się i utrzymać mocne tempo. Chciałyśmy wygrać. Zabrakło niewiele. Może trzeba było szybciej pojechać w początkowej fazie. Ale to wszystko są gdybania. Taktyka była prosta: która wychodzi na czoło jedzie ile może - powiedział Ewa Białkowska.

W walce z Amerykankami miało być tak samo jak w rywalizacji z Japonkami. - Drużyna poszła na całego, ze wszystkich sił, ile było pod nogą. Cała trójka była zmobilizowana do granic wytrzymałości - powiedziała trener polskiego zespołu. Ewa Białkowska przyznała, że wielkim dla niej zaskoczeniem było wyeliminowanie w ćwierćfinale Kanady. Dokonały właśnie tego panczenistki z USA. - W składzie gospodyń igrzysk są bardzo utytułowane zawodniczki. One zdecydowanie dominowały w zawodach o Puchar Świata. Pobiły rekord świata. Raz jeszcze okazało się, że igrzyska olimpijskie są zupełnie inne od pozostałych startów, a klasa łyżwiarek w wyścigu drużynowym nie zawsze decyduje. Bardzo ważny jest wspólny rytm. M.in. dlatego przed igrzyskami zmieniliśmy ustawienie zespołu. W Pucharach Świata zaczynała Woźniak lub Natalia Czerwonka, druga była Złotkowska, a trzecie Bachleda-Curuś. Teraz jako trzecia startowała Złotkowska.

Rezerwową polskiego zespołu w Vancouver była Natalia Czerwonka. - Czerwonka odegrała bardzo ważną rolę w walce o olimpijski awans. W igrzyskach nie stała na podium gdyż nie startowała w wyścigach. Na pewno jesteśmy z nią emocjami i myślami, gdyż bez tej zawodniczki nie byłoby kwalifikacji i medalu - zakończyła Ewa Białkowska.