Na spadochronie skakać nie każe

Jak już informowaliśmy prawie cały łyżwiarski świat zjechał do Inzell i na miejscowym obiekcie przygotowuje się do sezonu. Kadra Polski trenuje w takich samych warunkach jak m.in. słynna czeska panczenistka Martina Sablikova.
- W Inzell po raz pierwszy w okresie przygotowawczym stanęłam na lodzie. Po dwóch okrążeniach stwierdziłam, że jazda jest bardzo fajna - powiedziała Sablikova. Dwukrotna złota medalistka igrzysk z Vancouver miała w Inzell otrzymać nowy model łyżew. Producent jednak nie wyrobił się na czas. - Nie ma problemu - powiedziała Martina Sablikova. - Będą we wrześniu. Puchar Świata startuje w listopadzie. Mam czas na przygotowanie się.
W ostatnich latach Sablikova razem z trenerem Petrem Novakiem rozpoczynała szkolenie w Berlinie lub Erfurcie. - Inzell nie jest dużym miastem. Po treningu możemy wybrać się na rower. W Berlinie czy Erfurcie byłoby to niemożliwe - mówi Sablikova.
Od 4 do 21 lipca w Inzell trenowała jedna z grup kadry Rosji. Prowadził ją Maurizio Marchetto, który nie tak dawno przeniósł się z Półwyspu Apenińskiego nad Wołgę. Ze słynnym włoskim szkoleniowcem był m.in. Borys Wasilkowski, znany z pracy w Polsce.
W tej grupie była m.in. Jekatierina Szichowa. Na pytanie dziennikarza jakie zmiany wprowadził słynny Włoch w proces szkolenia rosyjska panczenistka odpowiedziała, że w czasie zgrupowania została wykonana ogromna praca.
- Wczyscy ciężko harowaliśmy. Tak robią również nasi rywale. A system pracy Marchetto? Skakać nam na spadochronie nie każe, latać na paralotni również. Zwiększył tylko objętość treningów. Podstawa jest ta sama: sztanga, rower i rzecz jasna lód.