Zainteresowały się władze

Bokser Paweł Kakietek, olimpijczyk z Sydney, urodził się w Milanówku. Lekkoatleta Bogusław Gierajewski, olimpijczyk z Rzymu i Tokio, miał również związki z tą podwarszawską miejscowością. Bronił barw Startu Pruszków i Naprzodu Brwinów. Sławomir Chmura (MKS MOS Pruszków/MIlanówek) szukał innych olimpijskich śladów w dostępnych sobie źródłach i nie znalazł.
 
- Wygląda na to, że jestem trzecim olimpijczykiem z Milanówka, a pierwszym w sportach zimowych - powiedział polski panczenista, który 13 lutego wystartuje w olimpijskim biegu na 5000 m. - Władze miasta zgotowały mi miłe pożegnanie. Zaproszono młodzież szkolną, pogratulowano kwalifikacji. Fajna była oprawa. Cieszy mnie, że władze zainteresowały się moją osobą, igrzyskami w Vancouver i przy okazji łyżwiarstwem szybkim.
 
Sławomir Chmura wychował się w klubie MKS MOS Pruszków/Milanówek. Dojeżdżał do treningi na Stegny. Nie żałuje swojego wyboru, ale na pytanie jak namówić młodego człowieka do uprawiania łyżwiarstwa szybkiego, mówi że może być ciężko. - Łyżwiarstwo szybkie w Polsce jest tylko na otwartym obiekcie. Warunki atmosferyczne mają mocny wpływ na proces szkoleniowy. Trenowanie na Zachodzie na hali i w Polsce, to są dwa różne sporty. Żeby były efekty i prawdziwy wyczyn, to trzeba wybudować halę. Wówczas na pewno znajdzie się też wielu chętnych do wyczynowego treningu - powiedział Sławomir Chmura.
 
Nasz czołowy specjalista od ścigania się na długich dystansach podkreśla, że młodzi ludzie bardzo lubią jeździć na łyżworolkach i łyżwach. - Można o tym przekonać się w parkach i na ślizgawkach. Jest to naturalny ruch na świeżym powietrzu. Jest to takie bieganie na kółkach lub na kawałku metalu po lodzie. Jest z tego wielka przyjemność, ale tylko amatorska. Gdy przychodzi marznąć w cienkim kostiumie na otwartym torze, to punkt widzenia natychmiast zmienia się. Niezbyt chętnie na takie sportowanie patrzą też rodzice i może być duży problem z zachęceniem młodego człowieka do uprawiania łyżwiarstwa szybkiego - powiedział Sławomir Chmura.
 
Sławomir Chmura pobił w tym sezonie, jak mówi po czterech latach prób, rekord Polski Pawła Zygmunta na 5000 m. - Pojechałem 6.23,99 - mówi Sławomir Chmura. - Gdyby w igrzyskach udało się pojechać w granicach tego wyniku, to powinien on dać miejsce w czołowej ósemce. W poprzednim sezonie zająłem na piątkę czternaste miejsce w mistrzostwach świata na dystansach, które rozegrane zostały w Vancouver. Wiem, że niektóre koleżanki i koledzy narzekali, że lód był za wolny. Osobiście wolę taki tor, gdzie trzeba solidnie pracować niż jak "on sam wiezie", co dzieje się np. na obiektach wysokogórskich. Rewolucji w tabelach rekordów na pewno nie będzie