Jeszcze kilka miesięcy temu startował na swoich trzecich igrzyskach olimpijskich, a 1 czerwca oficjalnie poinformował o zakończeniu sportowej kariery. Mowa o Piotrze Michalskim, jednym z najbardziej utytułowanych panczenistów w reprezentacji Polski, który ostatecznie zdecydował się „zawiesić płozy na kołek”. – Kończę z uśmiechem na twarzy i w całkowitej zgodzie ze sobą – żegna się z kibicami Michalski.
W środowisku łyżwiarskim Michalskiego nie trzeba nikomu przedstawiać. To zawodnik, który trzykrotnie występował na igrzyskach olimpijskich (2018, 2022, 2026), a podczas najważniejszej imprezy czterolecia w Pekinie dwukrotnie był bardzo blisko medalu. Na 1000 metrów był czwarty, a jedną lokatę niżej uplasował się na połowie niższym dystansie. Michalski został też indywidualnym i drużynowym mistrzem Europy, a z tej rangi zawodów ma też na swoim koncie kilka kolejnych medali, podobnie jak w Pucharze Świata.
– Zaczynałem przygodę ze sportem częściowo z przypadku. Jak się okazało, że trochę tego talentu jest, a do tego razem z kolegami z klubu tworzyliśmy fajną grupę to urodziło się gdzieś nieśmiałe marzenie o kwalifikacji olimpijskiej. Nie miałem śmiałości marzyć o czymś więcej. I pewnie mało kto wtedy w Sanoku myślał, że w ogóle możemy więcej. A skończyło się z całą listą osiągnięć. Niech to będzie lekcja i dla młodszych i dla starszych, żeby nie mieć żadnych kompleksów i zawsze mieć ambicje do zdobywania najwyższych nagród – mówi Michalski.
32-letni zawodnik postanowił zakończyć karierę. W Dzień Dziecka pożegnał się z kibicami emocjonalnym wpisem w mediach społecznościowych. „No dobra to ja spadam! Dzisiaj przychodzę do was z nieco inną informacją. Kończę moją przygodę ze sportem. Mimo, że nie zdobyłem tej największej nagrody, o którą wszyscy walczymy, a o którą otarłem się przy dwóch okazjach, to kończę z dumą (…) Ostatnie cztery lata nauczyły mnie więcej niż wszystkie poprzednie razem. Ciężkie lata, lata mocnych doświadczeń na wielu poziomach, z których dałem radę wyjść i wyciągnąć dla siebie lekcje. Lata, które ukształtowały i dały nową perspektywę. I tak zdobyłem więcej niż myślałem, i nie mówię tylko o sporcie. Fajniejszego Piotrka od tego teraz jeszcze nie znałem więc wyszło całkiem ok. (…) Aha i na początku trochę skłamałem. Nie spadam tylko zostaję, ale już w nieco innej roli. Mam możliwość pozostania w tej grupie super ludzi jako asystent trenera. Ambicje i cel pozostają niezmienne. Z ich zwycięstw będę się cieszył jak ze swoich.” – napisał na instagramie Michalski.
Jak długo nasz panczenista, który jeszcze niedawno zdobył swój kolejny tytuł mistrza Europy oraz startował na igrzyskach olimpijskich dojrzewał do tak trudnej i odpowiedzialnej decyzji? – Już od dawna miałem świadomość, że czas mojej sportowej drogi jest bliżej końca, niż początku. Ostatnie lata były wymagające i coraz ciężej było mi utrzymać wysoki poziom, który z roku na rok się jeszcze bardziej podniósł. Ostatni sezon olimpijski był bardzo wymagający. I kiedy już wiedziałem, że zakończę go bez upragnionego medalu to popatrzyłem na wszystko trochę z innej strony. Jak kontynuować, to do kolejnych igrzysk, a czułem, że to już dla mnie za daleko. Na pewno potrzebowałbym dłuższej przerwy, której nigdy nie miałem, a po niej nie mam pewności czy w ogóle chciałbym wracać. A ten ostatni sezon był mimo wszystko pozytywny. Byłem na wszystkich imprezach, zdobyłem z chłopakami mistrzostwo Europy, zakwalifikowałem się ponownie na dwa dystanse na igrzyskach, na których była moja rodzina i znajomi. Nie ma chyba lepszego momentu niż kończyć w momencie, kiedy cały czas prezentuje dobry poziom i decyzja jest moja a nie losu w postaci kontuzji czy innych przykrych spraw – opowiada Michalski. Sponsorem głównym polskiego łyżwiarstwa jest PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.
Czy jednak naszemu panczeniście nie brakuje medali olimpijskich, które są ukoronowaniem każdej kariery sportowca? – Ciężko tak jednoznacznie powiedzieć. Nie wiem jak to jest być medalistą olimpijskim, ale pamiętam pewien moment po igrzyskach w Pekinie. Przyszła mi taka myśl do głowy, że wstaję rano i obok mnie leżą dwa medale. Myślę, że moje życie przynajmniej przez jakiś czas mocno by się zmieniło, zarówno wizerunkowo, jak i finansowo. Spełniłoby się też to wszystko, do czego dążymy jako sportowcy. Ale wtedy też miałem inną relację ze sportem. Myślę, że gdybym dużo wcześniej skończył trenować, dzisiaj bym tego żałował – zaznacza Michalski.
Doświadczenie naszego panczenisty będzie mógł jednak wykorzystać Polski Związek Łyżwiarstwa Szybkiego, który zakwalifikował Michalskiego do programu “Super Trener”. Program umożliwia byłym zawodnikom rozwijać się jako szkoleniowiec. Trzykrotny olimpijczyk już teraz został asystentem Artura Wasia w kadrze sprinterskiej. Jak się odnajduje w nowej roli? – Z Arturem znamy się już długo i myślę, że się dobrze dogadujemy. Często mamy spójną wizję. Artur ma już swoje bogate doświadczenie jako trener, a ja chciałbym się od niego jak najwięcej nauczyć i być pomocnym. Myślę, że będziemy mogli stworzyć zgrany duet i cieszę się, że program, którego jestem częścią, mi to umożliwia. Jestem przekonany, że grupa ma potencjał na bardzo dużo i przy dobrej współpracy i zaufaniu na wszystkich poziomach możemy dużo osiągnąć – podkreśla Michalski. – A jeżeli emocje będąc trenerem są takie, jak te, które miałem oglądając kolegów i koleżanki będąc gdzieś obok, to już nie mogę się doczekać pierwszych zawodów!
Na koniec Michalski jeszcze raz chciałby podziękować kibicom za wszystkie lata spędzone w łyżwiarskim świecie jako zawodnik. – Dostałem sporo wiadomości od ludzi, z którymi zaczynałem tę przygodę i przyznaję, że było to dość emocjonalne. Nie sądziłem, że to jeszcze kogoś aż tak obchodzi. Ale dziękuję też tym nowszym kibicom łyżwiarstwa. Mam nadzieję, że zostaną na lodowisku na dłużej, bo nasz sport się pięknie rozwija i jeszcze wiele pięknych emocji przed nami – kończy.








