Damian Żurek wraca na olimpijski lód już jako zawodnik z bagażem doświadczeń, a nie debiutant. Po starcie w Pekinie cztery lata temu, w Mediolanie staje przed kolejną szansą – tym razem w sezonie, który jest najlepszy w jego karierze. Najbardziej regularny polski łyżwiarz szybki zimy 2025/2026, niemal etatowy bywalec podium Pucharu Świata i dwukrotny mistrz Europy, rozpocznie olimpijskie starty w środę od dystansu 1000 metrów. Trzy dni później, 14 lutego, wystartuje na 500 metrów.
Przed pierwszym startem Żurek podkreśla, że do igrzysk podchodzi bez zbędnej nerwowości. – Na razie jeszcze ze spokojem podchodzę do igrzysk i staram się nie tracić zbędnie emocji i siły. Podchodzę stricte techniczno-taktycznie do zadań i ze spokojem patrzę w przyszłość – mówi.
Pewność siebie daje mu również tor w Mediolanie, który jest bardzo podobny do Areny Lodowej w Tomaszowie Mazowieckim, gdzie na co dzień trenuje. – Jest ok, nie widzę tutaj żadnych rzeczy, które by mi nie pasowały. Bardzo cieszę się, że wiraże są właściwie identyczne, jak w Tomaszowie Mazowieckim, bo promień jest dokładnie taki sam – podkreśla. – Treningi pokazują, że naprawdę jestem na wysokim poziomie i wszystko idzie zgodnie z planem. Dla sprintera to detal, który może mieć ogromne znaczenie w walce o setne sekundy.
Kluczowe w olimpijskim sezonie było także zdrowie. – Tak, nie było żadnych problemów. Bardzo się cieszę, że ze zdrowiem jest i było wszystko w porządku. To jest dla mnie najważniejsze, bo wiem, że z resztą sobie dam radę – zaznacza Żurek. Ostatnim mocnym akcentem przygotowań było zgrupowanie w Niemczech. – Świetnie przebiegło ostatnie przed igrzyskami zgrupowanie w Inzell, bo bardzo mocno i dobrze je przepracowaliśmy. Mam nadzieję, że to odda mi w Mediolanie i będę mógł spełnić marzenia.
Mediolan to dla niego drugie igrzyska olimpijskie w karierze, ale emocje wciąż są wyjątkowe. – Jestem dumny z tego, że jestem po raz drugi na igrzyskach olimpijskich i mogę reprezentować nasz kraj, ale także, jak żołnierz, Wojsko Polskie – mówi.
Jak mówi Żurek, warunki w wiosce olimpijskiej sprzyjają koncentracji. – Bardzo dobre. Ja do tego mam jedynkę, więc mam też całkowity komfort wypoczynku po treningach – ocenia. – Wioska nie jest za duża, ale mnie to w stu procentach odpowiada. Nigdzie nie jest daleko, nie ma wielu zbędnych miejsc i rzeczy, a na stołówkę mamy kilka kroków.
Żurek nie ukrywa też drobnych przyjemności. – Wiadomo, że Włosi robią fenomenalne makarony, a to jeden z głównych składników diety sportowca, więc więcej mi do szczęścia nie potrzeba. A do tego wygodne łóżko pozwala naprawdę dobrze wypocząć. Ostatnie dni przed startem to już tylko regeneracja i dopracowanie szczegółów. – Działamy według planu, który na razie doskonale się sprawdza. Teraz jest czas, w którym łapiemy regenerację i już tylko szykujemy się pod sam start – tłumaczy. – Na razie jeszcze nie odczuwam żadnych napięć ani niepotrzebnych emocji, ani u mnie, ani u innych zawodników.
Samą rangę igrzysk stara się sprowadzać do sportowej rutyny. – Ja traktuję igrzyska tak naprawdę, jak każde inne zawody. Zawsze chcę jeździć szybko, zawsze chcę wygrywać – podkreśla. – Czy to Puchar Świata, czy mistrzostwa świata, czy mistrzostwa Europy – zawsze podchodzę na sto procent i daję z siebie tyle, ile mogę.
Pomaga w tym praca mentalna. – Mocno pracuję z psychologiem i wiem, że trzeba podejść do tego właśnie tak, jak do wszystkich innych zawodów, czyli ze spokojną głową.
11 lutego – 1000 metrów, dystans wymagający nieco kalkulacji. 14 lutego – 500 metrów, czysta walka na szybkość. W sezonie, w którym Damian Żurek regularnie meldował się na podium, Mediolanu nie traktuje jak nagrody, ale jak kolejne zadanie do wykonania. Najważniejsze – zrobić wszystko dokładnie tak, jak na treningu. I pojechać naprawdę szybko.
Źródło: Honest Media
