Do igrzysk w Mediolanie pozostało już niespełna 200 dni. Polscy łyżwiarze zakończyli długie, trzytygodniowe zgrupowanie w Inzell. Na jego finiszu mieliśmy okazję porozmawiać z Kają Ziomek-Nogal – zawodniczką, która w ubiegłym sezonie trzykrotnie stawała na podium indywidualnych zawodów Pucharu Świata.
– Co czujesz, gdy pomyślisz sobie, że igrzyska są już tak blisko?
– W zasadzie ta myśl jest motywująca. Ostatnio w internecie przemknęło mi zdjęcie, że zostało 200 dni. Świadomość, że to tak niewiele czasu, prowadzi do nastawienia, że trzeba wykorzystać każdą chwilę na sto procent. Szczególnie, że wiem, że to wszystko mija bardzo szybko. Pamiętam, jak wracałam do sportu po ciąży. Wtedy myślałam: “dobra, to całe dwa lata”. Już wtedy to było niewiele. Teraz zostało w zasadzie pół roku. Nie wiem, kiedy to minęło.
– Czy ty dziś, na niespełna 200 dni do igrzysk, czujesz się nadzieją reprezentacji Polski na olimpijski medal?
– Powiem tak: trenuję właśnie po to, żeby zdobyć ten medal. Ale nie lubię nakręcania spirali, dmuchania balonika. Wiem, że w moim przypadku nie prowadzi to do niczego dobrego. Naprawdę, bardzo zależy mi na igrzyskach. A dodatkowa presja z zewnątrz nie pomaga, tylko wzmaga stres. Więc tak: trenuję po to, żeby zdobyć medal olimpijski. Ale nie zamierzam narzucać na siebie dodatkowej presji wielkimi deklaracjami.
– Masz już pewne doświadczenie olimpijskie, bo byłaś na igrzyskach w Pjongczangu i Pekinie. Co z tamtych imprez wyniosłaś dla siebie?
– Pjongczang był dla mnie olimpijskim debiutem. Pekin wspominam gorzej, bo kojarzy mi się głównie z Covidem i obostrzeniami. Ale myślę, że obie te imprezy dały mi przede wszystkim to, że dzięki temu, że w nich uczestniczyłam, jestem dziś w innym miejscu. Nie trenuję już po to, żeby zakwalifikować się na igrzyska. Bo to już zrobiłam. Byłam tam. Widziałam, jak to wygląda. Znam całą tę otoczkę. Poczułam tę atmosferę. Mam doświadczenie, a co za tym idzie pewien spokój, który pozwala mi rzeczywiście myśleć już o igrzyskach w kontekście nie samego wyjazdu, a imprezy, podczas której chcę walczyć o medal. Ten spokój, co chciałabym też podkreślić, jest też wynikiem tego, że dzięki mojemu sponsorowi, jakim jest KGHM, jestem zabezpieczona finansowo.
– A czy dodaje ci spokoju albo energii fakt, że do sezonu olimpijskiego przystępujesz w innej roli niż poprzednio? Chodzi mi oczywiście o rolę mamy. Czytając twoje posty w mediach społecznościowych, mam wrażenie, że często to wybrzmiewa. I z jednej strony objawia się to w poczuciu dumy, a z drugiej tęsknoty.
– Tak jest, bo to, że jestem mamą, jest dla mnie jednocześnie ogromnym obciążeniem i ogromną motywacją. Nie ma nic pomiędzy, albo że jedno lub drugie. Te dwie rzeczy występują naraz. W tej chwili jestem bez Tosi trzeci tydzień z rzędu. Sam słyszysz, że gdy tylko o tym mówię, głos mi się łamie. To jest okrutnie trudne. I nie raz prowadzi do myśli, że może by jednak to zostawić. Żeby wrócić tam, gdzie czeka na mnie moja mała dziewczynka, do której tak bardzo chciałabym się teraz przytulić. Ale z drugiej strony wiem, że jeśli osiągnę swój cel, to ona będzie ze mnie strasznie dumna. A ja bardzo chcę, żeby kiedyś była.
– To tym trudniejsze, że jeździsz na dystansie, który błędów nie wybacza. Pokazał to dobitnie poprzedni sezon, w którym mimo dyskwalifikacji na początku, w Pucharach Świata trzy razy stawałaś na podium. A później przyszły mistrzostwa świata i miejsce poza “dziesiątką”.
– Sport sam w sobie jest brutalny. A sprint w naszej dyscyplinie tym bardziej. Zresztą nic, co wymaga poświęceń, nie jest proste. Nie będę rozczulać się nad sobą i mówić, że na 500 metrów jest trudniej niż na innych dystansach. Moim celem jest doprowadzenie się do stanu, w którym będę na tyle gotowa, że w decydującym momencie nie popełnię żadnego błędu. W przyszłym sezonie będą wzloty i upadki. Mają być. Będą wyższe i niższe miejsca. Bo zadaniem na ten sezon jest właśnie to, żeby bezbłędnym, najlepszym być w tych jednych, konkretnych zawodach na koniec.
– Wy, mówię tutaj o całej czołówce światowej, jesteście na takim poziomie, że w każdych zawodach o poszczególnych miejscach decydują totalne detale. W jakich detalach widzisz swoją najmocniejszą stronę?
– To fakt. I w poprzednim sezonie też było to widać. Bo wcześniej zazwyczaj było tak, że jedna czy dwie faworytki dominowały sezon i non stop stawały na podium. A teraz wszystko się miksowało. Nie widziałam jeszcze sezonu, w którym byłoby tyle kandydatek do medali. To pokazuje, że będzie jeszcze trudniej i jeszcze mocniej trzeba zadbać o te szczególiki. U mnie takim detalem jest na pewno pozycja. Żeby ją obniżyć. To powinno dać mi sporo. Do tego takich drobniejszych rzeczy są miliony. Więc szlifujemy je z trenerami.
– Jak te szlify przebiegają? Gdzie kolejne obozy?
– Właśnie skończyliśmy trzytygodniowe zgrupowanie w Inzell. Mamy dłuższą chwilę w domu, chyba najdłuższą w tym sezonie. 10 sierpnia zaczynamy dwutygodniowe zgrupowanie w Tomaszowie. Później lecimy do Włoch na obóz rowerowo-rolkarski. Po czym wracamy znowu na lód, na pierwsze starty. Najpierw te kontrolne w Inzell, a później w październiku już mistrzostwa Polski w Tomaszowie Mazowieckim.