Polscy łyżwiarze z długiego i krótkiego toru swoimi świetnymi występami na przestrzeni ostatnich czterech lat sprawili, że przy okazji imprez mistrzowskich wielu z nich należy z urzędu wymieniać w gronie kandydatów do medali. Dzięki systematycznej pracy szkoleniowców w każdej reprezentacji – czy seniorskiej, czy juniorskiej – doczekaliśmy się grona zawodników aspirujących do jazdy o najwyższe cele. Tylko w zeszłym sezonie kadra narodowa w łyżwiarstwie szybkim i short tracku zdobyła łącznie aż 51 medale na międzynarodowej arenie! – Niewątpliwie przed naszą kadrą rysują się duże perspektywy i w kolejnych latach powinniśmy obserwować jej dalszy rozwój sportowy – wskazuje Rafał Tataruch, prezes zarządu Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego.
Jeszcze cztery lata temu, przy okazji zimowych igrzysk w Pekinie, z utęsknieniem wracano wspomnieniami do występów Zbigniewa Bródki i drużyn w Soczi. W Chinach nie udało się wywalczyć kolejnego olimpijskiego krążka w łyżwiarstwie, ale starty przed samymi igrzyskami dawały uzasadnione podstawy, aby sądzić, że kolejne świetne przejazdy naszych łyżwiarzy i ich wejście do światowego topu są tylko kwestią czasu.
Przewidywania co do takiego stanu rzeczy w pełni się sprawdziły – od jesieni 2022 roku, czyli początku nowego cyklu olimpijskiego, nasza reprezentacja w łyżwiarstwie szybkim i short tracku rokrocznie czyniła wyraźny progres. Tytaniczną pracę u podstaw z seniorskimi i juniorskimi kadrami narodowymi wykonali szkoleniowcy, dzięki którym co roku „polskie” medale na międzynarodowej arenie w danym sezonie zaczęto mierzyć w dziesiątkach. Największy postęp poczyniła grupa panczenistów, a zwłaszcza kadra sprinterów, która dzięki pracy trenera Artura Wasia stała się jedną w głównych sił na najkrótszych dystansach. U boku Piotra Michalskiego, byłego mistrza Europy i najbardziej doświadczonego z polskich sprinterów, na dobre rozkwitły talenty Marka Kani i przede wszystkim Damiana Żurka, który w 2024 roku został pierwszym w historii polskich panczenów indywidualnym medalistą mistrzostw świata na dystansach. Ponadto, w niedawno zakończonym sezonie Żurek został podwójnym mistrzem Europy, fantastycznie spisywał się przez cały cykl Pucharu Świata, w którym uplasował się na podium klasyfikacji generalnej na obu sprinterskich dystansach (500 i 1000 m), a na igrzyskach w Mediolanie dwukrotnie otarł się o podium, zajmując czwarte pozycje na 500 i 1000 m. Wielkie chwile w ostatnich latach przeżywały też polskie sprinterki. Andżelika Wójcik przed rokiem zajęła drugie miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata na 500 m, a Kaja Ziomek-Nogal – jako trzecia w historii Polka – zwyciężyła w zawodach z tego cyklu (wygrana na 500 m w Obihiro). Co więcej, obie były jednymi z największych gwiazd ostatnich mistrzostw Europy, które po raz pierwszy zostały rozegrane w Polsce. W styczniu w Tomaszowie Mazowieckim na najwyższym stopniu podium na 500 m stanęła Ziomek-Nogal, a tuż za nią uplasowała się właśnie Wójcik. Nie można przy tym zapominać o wielu sukcesach naszych zawodników w sprincie drużynowym – tylko w zakończonym sezonie biało-czerwoni zostali mistrzami Europy mężczyzn i kobiet, a w Pucharze Świata w Heerenveen panie dołożyły brąz. O rosnącej sile polskiej reprezentacji w łyżwiarstwie szybkim najlepiej świadczą liczby – w sezonie 2022/2023 nasi panczeniści zdobyli dwa krążki, rok później medali na wszelkich imprezach ze strony seniorów i juniorów było aż 26, zaś w każdym z dwóch ostatnich sezonów mieliśmy grubo ponad 40 miejsc medalowych.
Niekwestionowaną postacią numer jeden w polskim łyżwiarstwie szybkim w ostatnich tygodniach był bez wątpienia Vladimir Semirunnii. Pochodzący z Rosji zawodnik, który w styczniu 2025 roku podczas mistrzostw Europy w Heerenveen zadebiutował w biało-czerwonych barwach, błyskawicznie zaadoptował się w reprezentacji i pod wodzą trenera Rolanda Cieślaka rośnie na jedną z największych gwiazd światowych panczenów. Jeszcze w zeszłym sezonie Semirunnii – jako drugi po Żurku nasz reprezentant – stanął na podium Mistrzostw Świata na dystansach i to dwa razy (srebro na 10 000 m oraz brąz na 5000 m), a od stycznia dopisywał do kolekcji następne medale. W Tomaszowie 22-latek sięgnął po tytuł mistrza Europy na 5000 m, zaś w lutym był na ustach wszystkich polskich kibiców. W Mediolanie Semirunnii po heroicznym przejeździe i długim wyczekiwaniu na rozstrzygnięcia w ostatnich parach został wicemistrzem olimpijskim na 10 000 m, zdobywając siódmy polski medal w historii startów panczenistów na igrzyskach. Na tym nie poprzestał, bo w marcu, na MŚ w Heerenveen zajął trzecie miejsce w męskim wieloboju, stając się tym pierwszym Polakiem z medalem w tej rywalizacji!
Budujący jest fakt, że w młodszych kadrach rosną potencjalni następcy Semirunnija czy Żurka. Sporo pociechy przynoszą nam występy polskich juniorów, którzy z ostatnich trzech edycji MŚJ przywozili medale. Znakomicie na przyszłość rokuje choćby Hanna Mazur, aktualna mistrzyni świata juniorek w biegu masowym i drużynowa wicemistrzyni świata w sprincie drużynowym), czy zaledwie 16-letni Kiryl Pishchala, który w finale mass startu juniorów w Inzell zameldował się na drugiej pozycji. A w odwodzie czekają kolejni nastoletni panczeniści.
– Ten okres absolutnie trzeba zapisać na plus. Wiedzieliśmy, że w naszych zawodników drzemią spore możliwości, tylko potrzebny jest im czas i odpowiednie wsparcie, aby wydobyć ten potencjał. Decyzje o powierzeniu reprezentacji w ręce trenerów Rolanda Cieślaka i Artura Wasia były jak najbardziej trafione. W seniorskiej kadrze mamy prawdziwych liderów w osobie Władka Semirunnija, Damiana Żurka czy Kai Ziomek-Nogal, którzy gwarantują walkę o najwyższe cele w każdych zawodach. Budujący jest też fakt, że świetnie rokuje nasza młodzież i to tylko dodaje optymizmu na następne lata rywalizacji – mówi Konrad Niedźwiedzki, dyrektor sportowy Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego.
W ciągu ostatniego czterolecia duży krok w stronę światowej czołówki postawili reprezentanci Polski w short tracku. Polskie kadry narodowe z krótkiego toru w trakcie międzynarodowej rywalizacji od sezonu 2022/2023 spisywały się bardzo dobrze, czego najlepszym dowodem są liczby. Aż 49 krążków wywalczonych przez naszych zawodników jasno wskazują, że w short tracku poczyniliśmy ogromne postępy. Na wysokości zadania stanęła zwłaszcza pierwsza reprezentacja, której zawodnicy dzięki ciężkiej, systematycznej pracy wyszli z cienia potentatów i coraz śmielej atakowali czołowe lokaty. Znakiem firmowym seniorskiej kadry prowadzonej przez trenerów Urszulę Kamińską i Gregory’ego Duranda stały się sztafety, które na imprezach mistrzowskich udowadniały, że są w stanie rywalizować z największymi na świecie. W pamięci polskich kibiców zapisały się zwłaszcza przejazdy naszych reprezentantów na ubiegłorocznych MŚ w Seulu, gdzie sięgnęli po dwa drużynowe medale (srebro kobiet i brąz w mikście), zaś brąz na 500 m wywalczyła Natalia Maliszewska. Wielkie chwile w trakcie minionego czterolecia przeżywali też inni zawodnicy. Swoje pierwsze medale w PŚ (zastąpionym od sezonu 2024/2025 przez cykl World Tour) zdobyli Łukasz Kuczyński czy Michał Niewiński, mistrz świata juniorów na 500 m, który znakomicie zaadoptował się do seniorskiego ścigania. Na podium stawała również Kamila Sellier (wcześniej Stormowska), a w finałach konkurencji indywidualnych na MŚ czy ME oglądaliśmy Nikolę Mazur. W zakończonym sezonie nasi reprezentanci znów stanęli na wysokości zadania, zdobywając po dwa medale w World Tourze oraz ME w Tilburgu. W drugim WT w Montrealu brąz wywalczyła nasza sztafeta mieszana, zaś w ostatnich zawodach z tego cyklu w Dordrechcie na najniższym stopniu podium na 500 m stanął Felix Pigeon. Z kolei podczas europejskiego czempionatu w Tilburgu srebro zdobyła sztafeta mieszana, natomiast brąz przypadł sztafecie mężczyzn. Najjaśniejszą postacią seniorskiej kadry w ostatnich miesiącach był Pigeon, który zajmując ósme miejsce na 500 m podczas igrzysk w Mediolanie, stał się najlepszym polskim zawodnikiem w historii naszych olimpijskich startów. W odwodzie na szansę w pierwszej reprezentacji czekają już juniorzy na czele z Kornelią Woźniak, zwyciężczynią ostatniego PŚJ oraz czwartą zawodniczką MŚJ w Salt Lake City.
– Przychodząc osiem lat temu do związku, nie funkcjonowała w nim nawet kadra juniorska, więc troszeczkę trwało zbudowanie całej struktury szkoleniowej, ale po tym okresie jesteśmy zadowoleni. Juniorzy zrobili ogromny postęp, funkcjonuje reprezentacja, a także bezpośrednie zaplecze kadry w postaci kadry JST. Jedyny problem, z jakim się borykamy, to infrastruktura. Ogromnym problemem jest znalezienie dodatkowych godzin na treningi w ośrodkach szkoleniowych, bo na lodowiskach funkcjonuje nie tylko short track, ale i łyżwiarstwo figurowe, hokej czy ślizgawki dla mieszkańców. Jeżeli chcielibyśmy postawić na rozwój łyżwiarstwa szybkiego i short tracku, to musimy walczyć o to, żeby plan rozwoju infrastruktury dla łyżwiarstwa został nazwany strategicznym, bo bez tego nie będzie rozwoju.
















