Dla Natalii Czerwonki igrzyska olimpijskie są czymś znacznie więcej niż tylko sportowym wydarzeniem. Przed nią piąty olimpijski start – osiągnięcie, które w łyżwiarstwie szybkim należy do wyjątków. Tym razem jedzie na igrzyska nie tylko jako doświadczona zawodniczka, ale także jako olimpijska medalistka, jedna z liderek reprezentacji i chorąża polskiej kadry. – Muszę powiedzieć, że czuć ciężar imprezy, która się odbywa się raz na cztery lata, ale jest to ciężar pozytywny. Uwielbiam te emocje i czekam z niecierpliwością, a do tego uda mi się też zrealizować kolejne marzenie, czyli bycie chorążą podczas otwarcia – mówi.
Jej olimpijska historia rozpoczęła się w Vancouver w 2010 roku, gdzie była jedną z najmłodszych zawodniczek w kadrze i rezerwową w biegu drużynowym. Choć polski zespół zdobył brązowy medal to jednak Czerwonka nie otrzymała krążka, bo nie wystartowała w żadnym z biegów. W Soczi cztery lata później to się nie powtórzyło i wróciła do kraju ze srebrnym medalu za rywalizacje w biegu drużynowym. – Ten medal to coś, co zostaje na całe życie. To był efekt wielu lat ciężkiej pracy całego zespołu. W biegu drużynowym każda z nas jedzie nie tylko dla siebie, ale dla pozostałych. To buduje niesamowitą więź – zaznacza, Czerwonka, która wywalczyła dwie kwalifikacje i w Mediolanie wystartuje na 1000 i 1500 metrów.
Później startowała jeszcze w dwóch kolejnych igrzyskach – w PyeongChang w Korei Południowej i Pekinie w Chinach. Te starty, choć nie przyniosły medalu, utwierdziły ją w przekonaniu, że wciąż może rywalizować na najwyższym poziomie.
– To są takie rzeczy, o których też trzeba głośno mówić: na Igrzyska olimpijskie jadą najlepsi. Proces całej kwalifikacji był bardzo trudny i nieoczywisty. Wielu sportowców zostaje w domu, więc ja cieszę się, że jestem wśród tych wyróżnionych i że wywalczyłam sobie to miejsce – mówi. W jej karierze nie brakowało trudnych momentów, jak choćby potworny wypadek z 2014 roku, gdy jadąc rowerem zderzyła się z traktorem. Po długiej rehabilitacji wróciła jednak do sportu.
Jako najbardziej doświadczona spośród polskiej kadry, Natalia Czerwonka stara się wspierać olimpijskich debiutantów. Tych w ekipie z łyżwiarstwa szybkiego jest niewielu, bo tylko dwoje – Martyna Baran i Władymir Semirunnij. Bez wątpienia dla nich olimpijska rzeczywistość będzie czymś zupełnie nowym. – Widzę w nich siebie sprzed lat. Te same emocje i ekscytacja. Najważniejsze jest to, co dzieje się na lodzie, a cała reszta to tylko tło. Muszą w to uwierzyć, wtedy będzie im łatwiej – tłumaczy. Polskich łyżwiarzy szybkich wspiera PGE Polska Grupa Energetyczna.
A jakie ma marzenia przed startem w Mediolanie? – Chciałabym, abyśmy wyrównali przynajmniej rekord z Soczi, czyli wywalczyli trzy medale olimpijskie, wrócili do Polski i sprawili, żeby Polska pokochała łyżwiarstwo szybkie jako sport zimowy numer jeden. To jest znakomita aktywność i zapraszamy wszystkich do korzystania, tym bardziej, że za oknem mocny mróz – mówi chorąża polskiej kadry.
Czerwonka w Mediolanie powalczy na dwóch dystansach. Pierwszy start, na 1000 metrów, zaplanowany jest na godz. 17.30 w poniedziałek, 9 lutego, natomiast rywalizacja na 1500 metrów odbędzie się w piątek, 20 lutego o godz. 16.30.
