Piotr Michalski, były mistrz Europy na dystansie 500 metrów, wraz z pozostałymi reprezentantami Polski przygotowuje się do nowego sezonu i walki o udział w zimowych igrzyskach olimpijskich w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo. – Całe życie podporządkowałem walce o te igrzyska i mam nadzieję, że uda się wyrównać rachunki z Pekinu – mówi Michalski.
Michalski, a także inni członkowie sprinterskiej reprezentacji Polski prowadzonej przez trenera Artura Wasia trenują obecnie w niemieckim Inzell. Biało–czerwoni są już po kilku tygodniach intensywnych treningów i mają za sobą pierwsze przejazdy na torze.
– Dla mnie to kolejny rok ciężkiej pracy, więc nie widzę różnicy pomiędzy nim a poprzednimi latami. Wiem, że taka jest kolej rzeczy, że teraz przychodzi pora, żeby przekraczać własne limity wytrzymałości. Czasem krzywdzimy się na tych treningach, ale wszystko jest po to, aby w sezonie było jak najszybciej i jak najlżej. Dodatkowo nie trzeba nas motywować, w sezonie olimpijskim wszyscy zamieniamy się w maszyny do robienia treningów – opowiada Michalski. – I to tylko nam sprzyja, bo przy jednakowym zaangażowaniu zawodników cała grupa idzie w tym samym kierunku, i mam nadzieję, że wyniki to odzwierciedlą. Cały świat trenuje ciężko i ma tyle samo czasu na przygotowania, więc różnicę można zrobić choćby podejściem do treningów – dodaje.
Poprzedni sezon nie był szczególnie udany dla Michalskiego, zwłaszcza w indywidualnej rywalizacji. Na dystansie 500 m zajął szesnaste miejsce w Pucharze Świata. Z kolei na mistrzostwach Europy w wieloboju sprinterskim w Heerenveen był ósmy, podobnie jak na 1000 m na mistrzostwach świata na dystansach w Hamar. Sponsorem głównym Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego jest PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.
– Sezon pod względem wyników skończyłem z niedosytem. Czułem się bardzo mocny fizycznie i psychicznie, tylko brakowało przełożenia tego na lód. Powtarzały się błędy związane z techniką jazdy na łuku, z którymi nie mogłem sobie poradzić przez cały sezon, a przez które nie byłem w stanie przejeżdżać bardzo szybkich rund, na które było mnie stać. To było frustrujące. Próbowałem zmieniać sprzęt i szukać nowych rozwiązań, ale w sezonie, bez przepracowania lata na dobrej jakości technicznej to ciężko jest nagle się obudzić. Budujący jest fakt, że najlepszy wynik przyszedł na najważniejszej imprezie sezonu, czyli mistrzostwach świata – wyjaśnia zawodnik AZS AWF Katowice.
Od trzech lat polscy sprinterzy trenują pod okiem trenera Wasia. Jak przyznaje Michalski, współpraca z byłym wybitnym zawodnikiem, z którym wcześniej był w kadrze narodowej, jest owocna i oparta na wzajemnym zaufaniu.
– Od początku współpracy z Arturem w stu procentach zdawałem się na jego pomysły. Mam pełne zaufanie do niego, a moją rolą jest jak najlepiej egzekwować nakreślony plan. Znamy się od wielu lat i on widzi, kiedy trzeba mnie „docisnąć”, a kiedy wyhamować – podkreśla Michalski.
Od kilku lat w łyżwiarskim sprincie obserwujemy dominację ze strony Amerykanina Jordana Stolza, a w ostatnim sezonie furorę robił również Holender, Jenning de Boo. Na kilka miesięcy przed igrzyskami wyrastają na głównych kandydatów do olimpijskiego złota. Zdaniem Michalskiego, w łyżwiarstwie szybkim nie ma sensu ani możliwości odwzorowania jazdy najlepszych.
– Stolz i de Boo to młodzi goście, których można określać fenomenem w łyżwiarstwie szybkim. Osiągają super czasy, w wyjątkowy sposób jeżdżą na lodzie, ale jeśli ktoś chciałby skopiować ich zachowania, to nie skończyłoby się najlepiej. Oczywiście, można wzorować się na pewnych rzeczach, ale cala sztuka polega na tym, żeby znaleźć u siebie ten sposób jazdy – wskazuje Michalski, według którego na igrzyskach równie ważne, co umiejętności, może być doświadczenie. – W poprzednim sezonie olimpijskim to właśnie chłodna głowa zrobiła u mnie różnicę. Mając świadomość, że gdy są wokół mnie sytuacje stresowe, to koniec końców jestem w stanie się opanować, wyjść na start i wycisnąć z siebie maksimum. Igrzyska rządzą się swoimi prawami i mam nadzieję, że moim atutem będzie doświadczenie olimpijskie. Wierzę, że głowa i ciało będą tak samo dobrze przygotowane – dodaje Michalski, który na IO w Chinach był czwarty na 1000 m i piąty na 500 m, ze stratą odpowiednio 0,08 i 0,03 sekundy do olimpijskiego brązu.
Jednym z ostatnich testów dla panczenistów z naszego kontynentu przed igrzyskami we Włoszech będzie start w ME w Tomaszowie Mazowieckim. Blisko cztery lata temu w Heerenveen, przed IO w Pekinie, Michalski został mistrzem Starego Kontynentu na 500 m.
– Nie nastawiam się na rewelacyjne warunki na lodzie na Igrzyskach. Zakładając, że warunki we Włoszech nie będą optymalne do najszybszego ścigania, to objeżdżenie na podobnym torze w Tomaszowie Mazowieckim może być korzystne. Jedyne, co możemy zrobić, to skupić się na sobie i trenować jak najlepiej. Czy myślę o końcu kariery? Skłamałbym, mówiąc, że nie rozważałem, co po igrzyskach, ale żadnej decyzji nie podjąłem. W tym momencie najważniejszym punktem są kwalifikacje olimpijskie, które trzeba odhaczyć, a dopiero później myśleć, co dalej. Całe życie podporządkowałem walce o te igrzyska i mam nadzieję, że uda się wyrównać rachunki z Pekinu – mówi Michalski.