Już 10 lutego podczas igrzysk olimpijskich swoją walkę o medale rozpoczną łyżwiarze startujący w short tracku. Wśród nich nie zabraknie piątki Polaków, którzy po raz kolejny chcą pokazać, że należą do czołówki światowej jeśli chodzi o tę dyscyplinę. Zarówno w sztafecie mieszanej, jak i indywidualnie, Natalia Maliszewska, Gabriela Topolska, Kamila Sellier, Felix Pigeon i Michał Niewiński będą chcieli wyjechać z Mediolanu z medalami na szyi. – Zawsze podkreślam, że musimy być gotowi, by bić rekordy świata i na Mediolan również chcemy zrobić taką formę – mówi trenerka Urszula Kamińska.
Zdecydowanie liderką tegorocznej polskiej kadry olimpijskiej w short tracku jest Natalia Maliszewska, która miała okazję wyjazdu na igrzyska, najpierw w Pjongczangu, a potem w Pekinie. Na pierwszych zajęła 11. miejsce na 500 metrów, a o tych w Chinach, gdzie była jeszcze większą nadzieją, chciała jak najszybciej zapomnieć. Były to bowiem czasy pandemii, a z powodu pozytywnego wyniku na koronawirusa i chaosu organizacyjnego Maliszewska nie mogła pojechać na swoim koronnym dystansie 500 m, a na dwukrotnie dłuższym upadła w ćwierćfinale i odpadła z dalszej rywalizacji. Te igrzyska dla naszej aktualnie najbardziej utytułowanej zawodniczki (liczne medale mistrzostw świata, Europy, Pucharu Świata) mają być wreszcie tymi “prawdziwymi”.
– Mam nadzieję, że teraz żadnych przebojów nie będzie. Życzę sobie, żeby te igrzyska były prawdziwe, takie jak wszyscy o nich mówią. Wiadomo, że dla każdego taka impreza znaczy coś innego, ale nie potrzebuję już dodatkowych dram. Chcę po prostu pojechać i zrobić wszystko co mogę, a do tego zebrać masę wspomnień i z Mediolanu wyjechać w jednym kawałku – śmieje się Maliszewska. – O tym, co się działo cztery lata temu, już zapomniałam. Przecież to przeszłość i to tak odległa! Nie mogę się doczekać atmosfery, tego, jak to będzie wyglądało i czy Włosi podołają organizacji tak wielkiej imprezy – dodaje.
Z kolei na lidera męskiej kadry w tym sezonie sensacyjnie wyrósł olimpijski debiutant, czyli Felix Pigeon, który jako jedyny w tym sezonie World Tour indywidualnie stanął na podium wywalczając brązowy medal. Jeździł też najrówniej, dorzucił medale w sztafetach (m.in. na ostatnich mistrzostwach Europy), więc rola lidera w jego przypadku wykreowała się naturalnie.
– Na wyjazd na igrzyska olimpijskie pracowałem przez całe swoje życie. Mnóstwo temu poświęciłem i to nie tylko w tym sezonie. Nie ukrywam, że poczułem sporą ulgę, gdy osiągnąłem ten cel, a teraz liczę, że będzie to mój najlepszy występ w karierze. Jako dziecko oglądałem igrzyska olimpijskie w Vancouver i pomyślałem, że ja też mogę kiedyś na nie pojechać! Teraz te marzenia się spełniają! – mówi Pigeon.
Gabriela Topolska to kolejna nasza zawodniczka, która w tym sezonie znacznie przyczyniła się do wywalczenia olimpijskiej kwalifikacji na dystansie 1500 metrów. Choć sama podkreśla, że najlepiej czuje się na 1000 metrów, to w World Tourze dwukrotnie była piąta na najdłuższym dystansie. Jest też mocnym punktem naszej mieszanej sztafety, która też pojedzie na igrzyskach, w których Topolska pojedzie… po raz pierwszy! – Dużo pracujemy nad tą sztafetą, szczególnie na zmianie z Michałem Niewińskim. Jestem już co prawda doświadczoną zawodniczką, ale na igrzyska olimpijskie jadę po raz pierwszy. Jestem bardzo podekscytowana. Mam nadzieję, że będę gotowa, żeby pokazać swoje sto procent. Michał i Natalia na igrzyskach już byli, więc trochę ich podpytuję, bo wiedzą, z czym to się je. Ja już nie mogę się doczekać pierwszych startów!
Wspomniany Niewiński również będzie chciał walczyć o najwyższe lokaty, choć trzeba przyznać, że w poprzednich sezonach prezentował się ze znacznie lepszej strony, niż w roku olimpijskim. Z zawodów na zawody nasz zawodnik podkreśla jednak, że jeździ coraz lepiej i łapie to “coś”. Niewiński poświęcił w tym sezonie ogrom czasu na przygotowania a wszystko po to, by na swoich drugich igrzyskach olimpijskich wywalczyć medal. – U mnie w domu zawsze to była magiczna impreza, razem z rodzicami oglądaliśmy i kibicowaliśmy. Mama natomiast powtarzała mi, że kiedyś pojadę na igrzyska i zdobędę ten medal. Ja w to uwierzyłem i… pojechałem do Pekinu! – mówi Niewiński. – Dopiero tam stojąc na starcie zdałem sobie sprawę, w jakim miejscu jestem. Teraz jestem bardziej doświadczony, a medal jest dla mnie celem, a nie marzeniem. Jeśli chodzi o Mediolan, to jestem naprawdę dobrej myśli i to naprawdę fajne miejsce, by wywalczyć olimpijski krążek.
Jako ostatnia do olimpijskiej kadry dołączyła Kamila Sellier, dla której znalazło się miejsce na dystansie 1500 metrów w ramach relokacji. To nasza doświadczona łyżwiarka, która doskonale jeździła w dwóch poprzednich sezonach, a w olimpijskim cały czas budowała swoją formę, by nareszcie się przełamać. Umiejętności jej nie brakuje, bowiem na swoim koncie ma trzy indywidualne medale Pucharów Świata, a także jest medalistką mistrzostw Europy w sztafetach i wielokrotną mistrzynią Polski. Igrzyska olimpijskie w Mediolanie będą jej drugimi w karierze, bowiem cztery lata temu debiutowała w Pekinie.
– Ciężko pracowałam na tę kwalifikację przez cztery lata i jest to też dla mnie ulga po mało udanym sezonie World Tour – mówi Sellier, która w Pekinie startowała jako Kamila Stormowska (w ubiegłym roku wyszła za innego reprezentanta Polski, Diane Selliera). – Cieszę się, że wywalczyliśmy to jeszcze jedno miejsce na igrzyskach, a zarząd PZŁS i trenerzy zdecydowali, żebym to ja pojechała na igrzyska. Po dwóch, trzech wcześniejszych dobrych sezonach, w których prezentowałam wysoki poziom, w tym nie udawało mi się pokazać pełni swoich możliwości. Liczę, że na igrzyskach pojadę dobrze, tym bardziej, że short track to nieprzewidywalny sport.
Nasi łyżwiarze startujący w short tracku rywalizację rozpoczną 10 lutego, a na początek wystartują na 500 (kobiety) i 1000 metrów (mężczyźni) oraz w sztafecie mieszanej, w której od razu poznamy medalistów.
